Nie szkodzi, że nie szkodzi. Homeopatia to niesamowite zjawisko. Choć trudno w niej znaleźć sens, wierzą w nią miliony pacjentów i lekarzy.
Jest jednak w artykule rzecz z którą się nie zgadzam.
Nie szkodzi, że nie szkodzi. Homeopatia to niesamowite zjawisko. Choć trudno w niej znaleźć sens, wierzą w nią miliony pacjentów i lekarzy.
Jest jednak w artykule rzecz z którą się nie zgadzam.
Ben Goldacre
The Guardian
Sobota 6 października 2007
Tłumaczenie artykułu The trouble with herbals, za zgodą Autora.
Ostatnie wiadomości, że ziołowe środki mogą być nieskuteczne lub niebezpieczne, są już nudne. Pójdź jednak ze mną w podróż poprzez czas (czas… czas…), aż do początków medycyny.
Choroby atopowe, takie jak AZS, astma czy alergiczny nieżyt nosa wydają się być niezmiernie rzadkie w takich społecznościach jak Papuasi albo australijscy Aborygeni wiodący taki tryb życia jak ich przodkowie. W tradycyjnych językach afrykańskich brakuje słów na określeń astmy czy egzemy. Jednak wynalazki XX wieku pomału zaczęły wkraczać i na te tereny. Wiadomo też, że gdy tylko ci ludzie zaczęli żyć zgodnie z zachodnioeuropejskimi normami, szybko zaobserwowano u nich wzrost zachorowań na choroby atopowe. Powiązano to z roztoczami kurzu domowego oraz zanieczyszczeniem środowiska. Czy taki związek faktycznie istnieje? A jeśli tak – czy ma on jakieś większe znaczenie?
Ostatnio u mnie na blogu ktoś w komentarzu napisał: to co roślinne, naturalne nie ma skutków ubocznych, tylko to co wytworzyli ludzie zawsze ma. No cóż, pozostało mi tylko się nie zgodzić, pomyśleć sobie o tym jak silny wpływ na ludzkie myślenie mają media reklamujące co chwila coś naturalnego i… Podać przykład, moim zdaniem bardzo prozaiczny.
Weźmy na przykład morfinę. Morfina pochodzi przecież z „natury”, z główek maku lekarskiego a każdy kto choć przez sekundę uważał na biologii wie, że to roślina. W czasie wojny secesyjnej w USA zaczęto używać jej powszechnie jako środka przeciwbólowego. Później okazało się, że wielu żołnierzy stało się… Narkomanami. A czym jest narkomania i czym grozi – wie chyba każdy.
Albo inny przykład: mięta pieprzowa. Mało kto wie, że zbyt duże spożycie herbatki z mięty może spowodować uszkodzenie wątroby. To samo tyczy się pewnych chińskich ziół.
A co z grzybami, na przykład muchomorami? One w końcu też są „naturalne”…
Niedawno znajoma zagadnęła mnie na jabberze, żeby pochwalić sposób w jaki napisałem krytykę medycyny alternatywnej, choć, jak sama to określiła, sama „jest po drugiej stronie”. Znam ją (internetowo) już od kilku lat, uważam ją za generalnie rozsądną osobę, szanuję jej zdanie, oraz, co najważniejsze, uważam że warto z nią rozmawiać.
Znajoma opowiadała o ostatnich stadiach ciężkich chorób nowotworowych, kiedy dla pacjenta nie ma już właściwie nadziei, i tak czy siak nie stosuje się już żadnych terapii, operacji ani naświetlań. Twierdziła, że w takich sytuacjach metody alternatywne poprawiają samopoczucie i komfort.
„Nikt nie mówi że leczą, jeno że pomagają” — powiedziała.
Często dyskutuję na forum z osobami które mają skłonność do medycyny alternatywnej. Szczególnie kiedy opisują, jak pomogła im cudowna metoda X, zadaję pytania w stylu „skąd wiesz, że to akurat X Ci pomogło?” Nie ma na to pytanie łatwej odpowiedzi, szczególnie że powiedzenie „bo się lepiej czuję” nie załatwia sprawy; zawsze można się lepiej poczuć z jakiegoś innego powodu, na przykład czegoś co wystąpiło w tym samym czasie.
Osoby które stają w obliczu tego (całkiem słusznego) pytania stroszą się, robią różne uniki, począwszy od gry w pomidor („bo mi pomogło”, „bo się lepiej czuję”) do zadeklarowania że wyłączają się z dyskusji, i poinformowania mnie, że nie było ich intencją wszczęcie polemiki, ale „dotarcie do ludzi”. Ten ostatni przykład jest o tyle ciekawy, że mój rozmówca sugeruje, że powinienem się przejmować intencją, z jaką pisał.
Przeglądając dziś stare posty na Forum, przeczytałem też taki:
Dostaliśmy dziś Sapdu Clean Liquid Waschnuss, na opakowaniu napisane jest że środek ten do prania jest bez żadnej chemii, dodatkowo jest on przeznaczony dla alergików.
Wypróbowałam ten płyn – wyprałam w nim ubranka synka. Okazało się że faktycznie jest to delikatny środek, nie podrażnił skóry mojego dziecka, przy tym dość dobrze pierze, a pranie nie pachnie żadną chemią
![]()
Producent tego płynu może stać się bogaty. Królewskie Stowarzyszenie Chemików ogłosiło właśnie, że ten, kto pierwszy opracuje i dostarczy do siedziby Stowarzyszenia materiał w 100 procentach pozbawiony chemii, otrzyma nagrodę w wysokości 1 miliona brytyjskich funtów!
Dziś jak co rano zrobiłam sobie poranną, internetową „prasówkę”. I na pierwszym planie był artykuł o pseudonaukowcach. A że pseudonaukowcy to moja „specjalność”, więc kliknęłam. No i… Po paru minutach nie wiedziałam czy mam się śmiać, czy bać się czy płakać. Germańska nowa medycyna… Tak. Pewien człowiek postanowił, że będzie leczyć raka tylko siłą ducha (cokolwiek przez to rozumieć), ponieważ tzw. żydowski spisek wymyślił chemioterapię itp.
Hmmmm…. Żydowski spisek, germańska nowa medycyna, siła ducha… Czy kogoś Wam to nie przypomina?
A przecież rak ma więcej ofiar niż jakakolwiek choroba alergiczna, z AZS włącznie. Podsumowując, im bardziej ktoś jest chory psychicznie, tym bardziej wygłasza idee godzące w niego samego… A ludzie niestety takich znachorów słuchają, bo mają „ten błysk” w oczach. Ten błysk, ten wąsik…
Znacie ten fragment filmu Żywot Briana?
Brian: Słuchajcie, zupełnie źle to zrozumieliście. Nie musicie mnie słuchać. Nie musicie słuchać nikogo! Musicie myśleć samodzielnie! Jesteście wszyscy odrębnymi osobami!
Tłum: Tak, jesteśmy wszyscy odrębnymi osobami.
Brian: Każdy z was jest inny!
Tłum: Tak, każdy z nas jest inny.
Człowiek z tłumu: Ja nie.
Tłum: Ćśśśś!
W rozmowach na temat zdrowia, a szczególnie alergii, można usłyszeć to, co mówił Brian: że każdy jest inny. Tyle, że Brian mówił tutaj o samodzielnym myśleniu, natomiast w kontekście zdrowia mówi się o organizmach: każdy jest uczulony na co innego.