Kolejny zlot atopowy odbył się w dniach 25 – 26 czerwca w Starych Jabłonkach.
Na zlot wybrałam się wraz z dexterem i jego siostrą Ewą. Pierwszy kontakt z innymi uczestnikami zlotu mieliśmy w Olsztynie Zachodnim, kiedy to do naszego pociągu dosiadły się mres i Anka Lego.
Wysiedliśmy w Starych Jabłonkach i na szczęście od razu znaleźliśmy drogowskaz na ośrodek Elemis, w którym mieliśmy nocować. Znajdował się on zaledwie kilkaset metrów od stacji. Sprawnie zakwaterowaliśmy się w naszym dwupiętrowym 6-cioosobowym domku i ruszyliśmy na obchód terenu. Po krótkiej wizycie w barku udaliśmy się na poszukiwanie zejścia do jeziora, co nie było łatwą sprawą, gdyż ośrodek był zewsząd otoczony płotem. Na szczęście właściwą drogę wskazał nam kierownik ośrodka przy okazji wypożyczając nam grilla.
Czekając na dextera, który pobiegł z grillem do domku, zobaczyłyśmy podjeżdżający samochód. Ponieważ wysiadła z niego rodzina z dwójką dzieci, mieliśmy uzasadnione podejrzenie, że to Brummig.
Nastąpiło ogólne i radosne powitanie, po czym Brummig udała się do swojego domku, a my ruszyliśmy nad jezioro.
Po zejściu stromymi drewnianymi schodami znaleźliśmy się na przystani. Okazało się, że w cenie domku mamy darmowe korzystanie ze sprzętu pływającego. Postanowiliśmy natychmiast z tego skorzystać. Dexter, Ewa i ja wzięliśmy łódkę, a Anka Lego i mres rowerek wodny. Dexter dzielnie wiosłował, dwa razy unikając staranowania przez statek turystyczny, a dziewczyny szalały na rowerku. W międzyczasie dochodziły do nas wieści, że kolejni forumowicze zbliżają się do Starych Jabłonek.
Następną parą, która się pojawiła, był Honda i Iza. Nie zwlekając wsiedli na łódkę, zabierając ze sobą mres. Anka Lego pozostała na uroczo skrzypiącym rowerku nr 2.
Niedługo potem po jeziorze Szeląg Mały rowerem wodnym pływała również Brummig z rodziną.
Wkrótce pogoda zaczęła się psuć, więc postanowiliśmy zakończyć wodne ekscesy. Właśnie wtedy na przystani pojawił się Dragon z Adą. Po krótkiej pogawędce pod daszkiem udaliśmy się do domku.
Siedząc przy herbacie rozmawialiśmy na rozmaite tematy, kiedy w drzwiach stanęła kumina. Po przywitaniu się z nią i jej mężem postanowiliśmy udać się na rybę do odległej o 2 km smażalni.
Spacer był bardzo przyjemny, ale wszyscy z radością powitali widok smażalni, gdyż pora była już zdecydowanie obiadowa. Złożyliśmy zamówienia i z zaciekawieniem wysłuchaliśmy opowiadania kuminy o zorganizowanych przez nią Warsztatach dla dzieci z AZS.
Po zjedzeniu pysznej ryby relaksowaliśmy się przy kawie, kiedy dojechali Honda, Iza i mres, którzy wcześniej pozostali w domku. W powiększonym gronie słuchaliśmy padającego deszczu oraz siebie nawzajem. Gdy pogoda się poprawiła, wróciliśmy do ośrodka.
Kumina i Brummig przed drugim domkiem rozkoszowały się błogą atmosferą ośrodka, a reszta, niezrażona lekko siąpiącym deszczem, ponownie udała się na przystań. Po rozlokowaniu się na rowerkach, łódkach i kajakach sprawdzaliśmy, czy zabawnie jest pływać w deszczu.
Odkryliśmy przy okazji nowe zastosowanie kamizelek ratunkowych – doskonale chroniły ubranie przed przemoczeniem.
Kiedy pogoda zaczęła się poprawiać, postanowiliśmy zakończyć pływanie, zwłaszcza że zbliżał się termin zamykania wypożyczalni.
Zrobiliśmy kilka pamiątkowych zdjęć na schodach i wróciliśmy do domku. Kto mógł, przebrał się w suche ubrania, a potem rozgrzewaliśmy się herbatą i ciepłą rozmową.
Niestety nadszedł czas pierwszych pożegnań. Najpierw odjechała kumina, a potem Dragon z Adą.
Dla poprawienia humoru zaczęliśmy przygotowania do grilla. Mistrzem ceremonii została Anka Lego, która okazała się ekspertem w grillowaniu.
Na pierwszy ogień poszły kiełbaski, po nich mięso i ryba przywiezione przez mres, a na koniec cukinie. Przy pieczeniu chleba oddaliśmy się ożywionej rozmowie, przez co musieliśmy potem szykować drugą, mniej zwęgloną partię.
W międzyczasie pożegnaliśmy Ewę. Na osłodę pozostały nam urocze dzieciaki Brummig, które hasały radośnie po terenie. Wszyscy zachwycali się, jak Marcel pięknie opiekuje się młodszą siostrą.
Podziwialiśmy również polarek, który Brummig własnoręcznie uszyła dla córeczki.
Niestety nadszedł również czas ich odjazdu. Na placu boju pozostały już tylko osoby nocujące w ośrodku, czyli Anka Lego, mres, Honda, Iza, dexter i ja.
Impreza przeniosła się do domku, bo zrobiło się zimno i nawet siedzenie pod kocami nie pomagało. Dla rozgrzewki wypiliśmy napoje, które Brummig zabroniła nam pić przy dzieciach.
Rozmowa toczyła się wartko, ale powoli zaczęła dopadać nas senność i po kolei zaczęliśmy wykruszać się z imprezy. Koło północy wszyscy już grzecznie spali.
W niedzielę rano sprawnie się zebraliśmy i ruszyliśmy na dworzec, gdyż dexter i ja opuszczaliśmy Stare Jabłonki już o 11. Na dworcu nastąpiło czułe pożegnanie i odjechaliśmy, pozostawiając na peronie resztę towarzystwa, która miała w planach wyjazd dopiero po południu.
Podsumowując: Zlot w Starych Jabłonkach trwał 2 dni, przy czym większość uczestników pojawiła się tylko w sobotę. Obecni byli: dexter, Ewa, Mirka, mres, Anka Lego, Brummig i Kris z dziećmi, Honda i Iza, Dragon i Ada oraz kumina z mężem. Spotkanie było udane i mam nadzieję, że wszyscy byli z niego tak samo zadowoleni jak ja.
Pozdrawiam wszystkich obecnych i do zobaczenia na następnym zlocie.
Tagi: zloty

Bardzo ładnie napisane! …i cieszę się, że tam byłam. To prawda, popadłam w stan błogiego rozleniwienia na tarasie u Brumming…
A ja przepraszam Dextera, właśnie o tym zapomniałam, że Brumming zabroniła.
Dziękuję kumina.
Też się cieszę, że tam byłaś.
A z Brummig na tarasie wyglądałyście jakby wam nic więcej do szczęścia w tamtej chwili nie było potrzebne.
mres, ale dlaczego przepraszasz dextera?
zapytaj go:D
Ja niczego nie zabraniałam
to był tylko czerstwy żarcik
normalnie na codzień pijemy i palimy przy dzieciach
i uzywamy brzydkuch słów
A myśmy się tak przejęli.
To dzieci miały jakąś odmianę.
Chociaż co do brzydkich słów nie jestem pewna, czy nie padały.
brumm jak byłam na zlocie to honda mi uświadomił, że za bardzo przeklinam czy przy Twoich dzieciach nie wymsknęło mi się coś?
A po za tym Brumm dla dzieci powinniśmy być wzorami do naśladowań:)
Pięknie…wszystko piękne, relacja, wrażenia no i przede wszystkim WY znani mi i nieznani jeszcze atopowi Uczestnicy zlotu. Miło znów popatrzeć na zgrana ekipę atopików…słyszałam, że pamiętaliście również o mnie i nieatopowym Ogonku…łza się kręci w oku… trzeba jakiegoś lubelskiego zlotu! Pozdrawiam Wszystkich cieplutko
Ranulka, my zawsze o Tobie pamiętamy.
I będziesz wspominana na każdym zlocie, na który atopicy przyjadą ze swoimi nieatopowymi Ogonkami, ponieważ to dzięki Tobie powstało to określenie.
A zlot w Lublinie jak najbardziej trzeba zrobić, choćby w formie spotkania w kawiarni.
Czesc
Nikt tutaj mnie nie zna i ja tez nikogo niestety. Choruję na azs od drugiego roku życia.. Nigdy o tym na forum nie rozmawiałam i tak naprawdę ciężko mi było się komukolwiek zdrowemu do tego przyznac. Po 20-latach choroby wiem,ze warto z nią walczyc. Gdybyście mnie teraz zobaczyli, nigdy nie uwierzylibyście, że jestem „atopikiem”(nigdy nie lubiłam się tak nazywac). A kiedys nie wychodzilam z praktycznie z domu. I tyle smutku, tyle łez i podeptanych nadziei. No i znowu łza się kręci w oku na samo wspomnienie. Ale nie bede juz plakac. Zbyt wiele łez wylałam z tego powodu. uff. w końcu to napisalam. dziękuję, że mogłam się otworzyc chociaż tu, chociaż mnie nie znacie, to jednak…
Patrycja, cieszę się, że czujesz się lepiej. To daje nadzieję innym na polepszenie ich stanu.
A bywalców forum najlepiej poznać na zlocie, więc zapraszam Cię na następny.
Sweet!
Dex,
Ale oblałeś się rumieńcem!
Dragqueen,
Właśnie od dziś wiem, jak wyglądasz.
Mres,
Hej!
Honda,
Nie mieliśmy przyjemności się jeszcze poznać.