Archiwum z Listopad 2007

Koniec homeopatii?

piątek, 23 Listopad 2007

Poniższy tekst jest tłumaczeniem artykułu z bloga Bad Science, „The End of Homeopathy?”, autorem tekstu jest Ben Goldacre.

Raz za razem, rzetelnie przeprowadzone badania naukowe wykazują, że preparaty homeopatyczne nie działają lepiej od zwykłego placebo. Więc dlaczego klnie się na nie tak wiele sensownych osób? I dlaczego homeopaci uważają, że padają ofiarą kampanii oszczerstw? Ben Goldacre podąża śladem sfałszowanych statystyk, podrobionych ankiet i ludzi oszukujących samych siebie.

Ben Goldacre
The Guardian
piątek, 16 listopada 2007

Niektóre aspekty znachorstwa są nieszkodliwe – lub nawet dziecinne – i są też takie, które są naprawdę poważne. We wtorek, ku mojemu zachwytowi, autorka Jeanette Winterson uruchomiła naukową obronę homeopatii na stronach Guardiana. Użyła tam słowa „nano” w bezsensowny sposób, zasugerowała, że homeopatia odgrywa rolę w leczeniu HIV w Afryce, oraz mówiła że artykuł w Lancecie nawołuje lekarzy, aby mówili swoim pacjentom że homeopatyczne „leki” nie działają.

Artykuł w Lancecie wcale tego nie mówi, i dobrze o tym wiem, bo sam go napisałem. Nie na zasadzie staroświeckiego autorytetu, bo żadnego sobie nie przypisuję: wyglądam na 12 lat, i dopiero kilka lat temu wyszedłem ze szkoły medycznej. To jest może i zabawne, ale moje nieugięte stanowisko, że nie mam absolutnie żadnego autorytety, jest kluczowe: ponieważ nie chodzi o opinię jednego człowieka, oraz o to, że nie ma niczego nawet trochę technicznego czy skomplikowanego jeżeli chodzi o homeopatię, a właściwie nie ma tam w ogóle czegokolwiek, jeżeli to jasno wytłumaczyć.

I tu jest kłopot. Ponieważ Winterson próbuje powiedzieć nam wszystkim — jak każdy inny fan homeopatii — że z jakiegoś tajemniczego powodu, który nigdy nie został porządnie wyjaśniony, moce uzdrawiające homeopatycznych pastylek są w jakiś sposób inne, i że ich działanie nie może zostać zbadane tak jak w przypadku wszystkich innych pastylek. Jest to tak mocno osadzone w naszej kulturze, przez przemysł chętnie zaciemniający nasze rozumienie dowodów, że nawet niektórzy lekarze zaczęli w to wierzyć.

(więcej…)

Wegetarianizm

niedziela, 11 Listopad 2007

Lekarze lubią znajdywać powody dla których mamy AZS. Na przykład, nie kończący się temat psychiki, tego nieuchwytnego, lecz według niektórych, niezmiernie istotnego czynnika. Wiadomo, o wiele łatwiej jest doszukać się u kogoś problemu osobistego niż znaleźć skuteczny sposób na poprawienie stanu skóry.

Ale okazuje się, że nie tylko psychika jest tutaj wdzięczną ofiarą. Pojawia się nowy „winowajca”: wegetarianizm. Angela z forum podaje piękny przykład.

ona: pewnie je pani za dużo selera
ja: nie jem, odkąd przestałam panowac nad atopią unikam surówek ze świeżych warzyw. A seler jeśli jem, to tylko gotowany.
ona: no to pewnie od orzechów
ja: ostatnio nie jem orzechów w obawie przed ewentualną alergią…
I dodałam na wszelki wypadek “Cytrusów też unikam”
ona: no ale mi te zmiany wyglądają na typowo związane z nieprawidłową dietą
ja: a na jakiej podstawie to pani dr łączy?
ona: azs często występuje u wegetarian, to widać po skórze
ja: 8-|

Zamiast spytać mnie np. czego jem dużo, to ona gdy tylko usłyszała słowo wegetarianka, zaczęła strzelać jak z karabinu (zupełnie nie wiedząc co faktycznie jem) i rozmowa przerodziła się w jakąś pyskówkę, a nie merytoryczne sprawdzanie co naprawdę jem i co mnie może uczulać.

Zastanawiam się, czy nie zrobić jakiejś listy przebojów lekarskich wymówek, czyli „przyczyn” AZS, których lubią się doszukiwać lekarze. Na razie mam dwa:

  1. Psychika
  2. Wegetarianizm

Jakie macie propozycje?

Woda, dieta i stres

niedziela, 11 Listopad 2007

W poprzednim poście opisałem pokrótce swój „wyjazd z choroby”. W mojego doświadczenia wynika, że związek z chorobą ma ogólnie pojęte środowisko, a im dalej od Warszawy tym lepiej.

Od razu zastanawiamy się, a co takiego właściwie w tym środowisku może być takiego. Dwóch pierwszych kandydatów to woda i dieta.

(więcej…)

Jak to się stało że mnie AZS opuściło

wtorek, 6 Listopad 2007

Dopiero dzisiaj zauważyłem, że kilka dni temu na zostałem na forum zapytany, jak to się stało, że przeszło mi AZS. Najpierw muszę się zastrzec, że AZS nie przeszło mi do końca; cały czas mam zmiany na stopach, trzymające się uporczywie w paru miejscach, i nawet właśnie w trakcie pisania tego postu smaruję te miejsca hydrokortyzonem kupionym w supermarkecie. Ale poza tym faktycznie, AZS mi przeszło, to znaczy mogę normalnie żyć i w ogóle się tym AZS nie przejmować.

(więcej…)

Hydrokortyzon bez recepty w USA

niedziela, 4 Listopad 2007

Niedawno w Walmarcie zobaczyłem coś, czego w Polsce ani w Irlandii bym nie znalazł: Hydrokortyzon 1% bez recepty.

Cortizone-10 (1)

Po prostu leżał sobie na półce. Wrzuciłem go do koszyka razem z nitką do zębów, okularami ochronnymi, i paroma innymi drobiazgami. Poszedłem do kasy, zapłaciłem i już.

Cortizone-10 (2)

Cortizone-10 jest sprzedawany jako maść na swędzące miejsca, wypryski, ukąszenia owadów, alergie kontaktowe od biżuterii, etc. Myśląc o receptach, nie mogę nie pomyśleć, jakaż to oszczędność czasu i pieniędzy! Chyba kupię sobie zapas.

Alveo

niedziela, 4 Listopad 2007

Jakiś czas temu rzuciłem na forum propozycję założenia na Atopedii artykułu o Alveo. Zapytałem dlatego, że osobiście jestem nastawiony do Alveo bardzo sceptycznie i gdybym sam pisał ten artykuł, to pewnie napisałbym go w bardzo sceptycznym tonie, a chciałem dać szansę zwolennikom preparatów które nie działają. Czasami próbuję być miły. Ale nikt nie odpowiedział na moją propozycję, więc przyjąłem że mogę artykuł o Alveo napisać sam, więc go napisałem.

Nie spodziewam się żeby zwolennicy Alveo byli bardzo zadowoleni ze sposobu w jaki opisałem ten preparat, i spodziewam się że jeżeli któryś z nich tam zajrzy, będzie wprowadzać jakieś zmiany. Można też spodziewać się reakcji ze strony dystrybutorów — oni mają motyw! Będę trzymał rękę na pulsie.

Pomijając to, czy Alveo w ogóle jakkolwiek działa, można się przyjrzeć temu, co na temat jego rzekomego działania mówią dystrybutorzy. Otóż według nich, Alveo działa immunostymulująco. To znaczy, pobudza układ odpornościowy do działania. Pozwolę sobie tutaj przypomnieć, że atopowe zapalenie skóry jest efektem reakcji alergicznej, a reakcja alergiczna jest odpowiedzią układu odpornościowego na fałszywy alarm. Coś tak jakby USA przypuściło atak rakietowy na Rosję, ponieważ stado gęsi przeleciało nad radarem.

Medycyna ten problem próbuję obchodzić w następujący sposób: choremu podaje się lek immunosupresyjny, którego działanie polega na obniżeniu aktywności układu odpornościowego. Tak, dobrze widzicie. Obniżeniu. Wytłumieniu. Wyciszeniu. Osłabieniu. Układ immunologiczny kładzie się do łóżka i śpiewa się mu kołysankę. Wtedy układ immunologiczny przestaje strzelać w Rosję bombami atomowymi i chory zaczyna czuć się lepiej.

Teraz wracamy do Alveo. Otóż według dystrybutorów, jest immunostymulatorem. To znaczy, pobudza układ odpornościowy do działania. Czy widzicie już problem? Rosja, rakiety, bomby, grzyby atomowe, promieniowanie, więcej, więcej, więcej. Toż to jest dokładnie przeciwieństwo tego co jest dobre dla chorego! Mówiąc wprost, działanie immunostymulące chorego na AZS — wykańcza.

Ale muszę tutaj zrobić małe zastrzeżenie. Moja teza o szkodliwym działaniu Alveo ma sens tylko wtedy, kiedy Alveo w ogóle działa. A do tego mam też bardzo poważne wątpliwości.